Sterylizacja, opieka po zabiegu i nowy domownik, czyli jak to wyglądało w naszym przypadku

Decyzję o tym, że Dafne zostanie wysterylizowana, podjęłam jeszcze zanim szczeniak trafił do mojego domu. Było to dla mnie dosyć oczywiste. Na co dzień stykałam sie z ogromem bezdomnych psów, więc nie mogłam postapić inaczej. Nie chciałam, żeby Dafne przyłożyła łapę do powiększenia się psiej populacji. Bo co z tego, że ja zapewniłabym jej szczeniakom kochające domy? Przecież nie mogę zagwarantować tego kolejnym pokoleniom. Dodatkowo zajmowałyby miejsce, na które czekają tysiące wspaniałych psiaków w schroniskach.

Szczerze nie rozumiem kontrowersji jakie budzią zabiegi kastracji i sterylizacji. Nie tylko ograniczają one niekontrolowany rozród zwierząt, ale także służą ich zdrowiu. Przeprowadzone w odpowiednim wieku stosowane są jako profilaktyka wieli chorób układu rozrodczego samców jak i samic. Do takich chorób należą nowotwory gruczołów mlekowych, ropomacicze, czy powiększona prostata u samców. Należy jednak pamiętać, że im później zabieg przeprowadzimy, tym mniejsze są jego funkcje ochronne. Oczywiście jest również pewne ryzyko. Jest ono związane z podaniem psu narkozy, jednak take zagrożenie niesie za soba każdy zabieg hirurgiczny. U suk, możliwe jest również nietrzymanie moczu po sterylizacji, ale na szczęście występuje on u niewielniego odsetka pacjętek (głównie u ras dużych). Jest to zabieg nieodwracalny. Dla jednych właścicieli jest to wada, dla innych (w tym mnie) jest to zdecydowana zaleta.

img_20170930_083007-710681450.jpg

No ale jak to wyglądało u nas? Już opowiadam. W dniu zabiegu Dafinka musiała być na czczo około 12 godzin. Rano musiałam zostawić ja w lecznicy na kilka godzin. Oddałam ja w ręce zaufanego lekarza weterynarii, więc nie miałam obaw o jej zdrowie. Lisek nie miała najmniejszego problemu, aby zostać w lecznicy. Od razu głaskała się z każdą napotkana osobą w fartuchu. Po godzine 16 dostałam telefon, że suczka może już wrócic do domu. O własnych siłach i w fikuśnym ubranku wyszła z gabinetu. Wsadziłam ją do auta (ze względu na szwy nie powinna skakać) i wróciłyśmy do Lisiej Siedziby. Od razu odmaszerowała na legowisko i zasnęła. O 20 osowiała wyczłapała się z klatki i zjadła lekkostrawną kolacje. Narkoza nie wywołała wymiotów, ale była widocznie obolała i nie chciała sie położyć. Kiedy siedziałam obok niej zdecydowała się ułożyć do snu. Kiedy położyłam sie do łóżka podreptała za mną z miną z serii ,, No chyba mnie tak nie zostawisz”. I w ten oto sposób pierwsza noc spałyśmy na materacu obok łóżka.

Następnego dnia obudziła sie jak nowonarodzona. Z apetytem zjadła śniadanko i była w dużo lepszej formie. Mama zawiozła nas na wizyte kontrolną. Zostałyśmy przywitane ciepłym uśmiechem personelu. Lisiczka skradła ich serce już poprzedniego dnia, kiedy grzecznie czekała na operację. Lis jak to lis. Swoim urokiem obezwładnia każdego kto się zbliży. Nie ozczędział też pań z lecznicy. Stan Dafne był dobry. Temperatura w normie, szwy w jak najlepszym porządku, wiec lisek dostał tylko zastrzyk z antybiotykiem. Jak zwykle trochę pogawędziłyśmy z nasza ulubioną panią technik. Kiedy mama usłyszała , że w lecznicy jest bezdomny kocurek czekający na amputacje łapy, czyłam co się święci. Podświadomie wiedziałam, że wymięknie.

Miałyśmy tylko zerknać na zwierza, zrobić kilka zdjęć i popytać znajomych czy ktoś nie przyjmie kota inwalidy. I oczywiście nie ma to jak zobaczyć i pogłaskać . Był to dosyć młody (około 4 miesięczny) biało-bury kocurek. Miał niewładną lewą przednią łapkę, ale mimo to radził sobie calkiem nieźle. W kazdym bądź razie dostatecznie dobrze, żeby w ciągu 15 minut uciec z klatki dwukrotnie. Jako, że mama jest bardzo wrażliwa na zwierzęcą biedę (po kimś to mam), padły znamienne słowa ,, Klaudia, my go weźmiemy”. Jako, że z miejsca zdecydowałyśmy się przygarnąć trzyłapka, został podjęta decyzja o przeprowadzeniu amputacji i kastracji w ciągu kilku dni. Do domu wrócilyśmy z trzema porcjami antybiotyku dla Dafne i poczuciem, że dałyśmy dom kotu który nie miała na niego wielkich szans. Po zabiegu dołączyłdo nas Figaro. Imię wymyślił mój wielce kreatywny trzyletni brat – Kuba.

img_20170930_1341571925494039.jpg

W lecznicy pojawiłysmy sie na jeszcze na zdjęciu szwów w 10 dobie pooperacyjniej. Jedynym mankamentem wynikającym z zabiegu, był fakt, że Dafi nie mogła skakać, , biegać i generalnie musiała się oszczędzać. Cały okres gojenia się rany przebiegał prawidłowo. Musiałam odmówić jej wyjazdów do stajni i tym podobnych szaleństw. Zachowane Dafne nie uległo najmniejszej zmianie. Na pewno też nie potwerdzi reguły, że psy po sterylizacji tyją. A dlaczego? A dlatego, że to właściciel karmi psa. To do niego należy zapewnienie psu odpowiedniej dawki ruchu i jeśli jest taka potrzeba zmniejszenie dawki pokarmowej. Pies sam nie odmierza karmy i nie wsypuje jej do miski ( a jeśli to robi to uważam, żę powinniście z nim poważnie porozmawiać).

Moim zdaniem każdy właściciel suki niehodowlanej powinien poważnie zastanowić się nad sterylizacją. Kożyści wynikające z tego zabiegu są niezliczone, a ryzyko powikłań niewielkie. Prawidłowo przeprowadzona sterylozacja przedłuża także życie naszych czworonożnuch przyjaciół. Przemyślcie to, bo warto. Chętnie poznam wasze zdane na ten temat. Wasze psy są sterylizowane/kastrowane? Dajcie znać w komentarzach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s